Poświęcasz swój talent, czas i energię. Wrzucasz film albo piosenkę na YouTube. Na liczniku kolejne rekordy odwiedzin – masz hit. Czekasz na część zysków, które słusznie ci się należą, ale one nie przychodzą. Właśnie tak działają internetowi monopoliści. Unia chce to zmienić

W ostatnich miesiącach zarówno przez Polskę jak i Europę przetacza się fala spekulacji na temat rzekomo szkodliwych konsekwencji Unijnej dyrektywy, chroniącej prawa autorskie, poprzez wprowadzenie nowych regulacji na jednolitym rynku cyfrowym. W skrócie chodzi o to, aby wielkie podmioty internetowe dzieliły się zyskami z twórcami, których treści udostępniają na swoich łamach. Jak w „Jazz Gazecie” przekonuje muzyk i dziennikarz Piotr Iwicki, „tam gdzie mówi się o zmianach regulacji odnoszących się do internetu, łatwo o kłamstwa”, a jednym z nich jest przylgnięcie nazwy ACTA2 do procesu legislacyjnego, którego celem nie jest cenzura treści, a ochrona „twórcy i wykonawcy, w tym pisarzy, plastyków, fotografików i muzyków”, tych „którzy stoją za sztuką, za dziełem w ogóle nie mają z tego prawie nic”.

W swoim artykule Iwicki opisuje panel dyskusyjny na temat praw autorskich w internecie, który odbył się na ostatnim Forum Ekonomicznym w Krynicy-Zdroju. Wzięli w nim udział Stanisław Trzciński (menager kultury i producent muzyczny), wiceminister Paweł Lewandowski z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, kompozytor, zdobywca Oscara – Jan A.P. Kaczmarek, Jean-Noël Tronc wieceszef Europejskiego zrzeszenia Stowarzyszeń Autorów i Kompozytorów, Maria Sadowska (kompozytorka, reżyserka i wokalistka), Marek Kościkiewicz z zespołu De Mono oraz Marcin Olender z Google. „Trudno się dziwić, że gdy środowiska zaczynają dopominać się o swoje, dochodzi do radykalnej polaryzacji” – stwierdził dziennikarz. Na czym ona polegała? Wszystko wskazuje na to, że na niezrozumieniu argumentów stawianych przez środowiska artystyczne, które głośno wybrzmiały w Krynicy. – Dyrektywa ma zmusić tych, którzy obracają treścią, do tego, aby usiedli do rozmów z organizacjami reprezentującymi twórców. Dyrektywa zmusi do posiadania licencji zawartej z organizacją reprezentująca twórców, ale też ich działanie będzie musiało być transparentne – podkreślił prowadzący panel Stanisław Trzciński.

W tym kontekście Piotr Iwicki wyraża zdumienie, że kiedy po raz pierwszy na forum Parlamentu Europejskiego podniesiono tę sprawę, deputowani z Polski byli jednymi z dwóch narodowości, które zagłosowały przeciw wprowadzeniu dyrektywy. „Ramię w ramię stanęli parlamentarzyści PO i PiS. 12 września ponownie odbędzie się z Brukseli głosowanie, efektem może być skierowanie dokumentu do dalszych prac. Odrzucenie sprawi, że do tematu może politycy wrócą za 5, 6 lat” – przekonuje dziennikarz, według którego nadrzędnym celem jest uzmysłowienie wszystkim, że w rękach naszych europosłów leży również przyszłość kultury i tożsamość narodowa.

– Państwo prawa nie ma szans w konfrontacji z korporacjami – ostrzegał na tej samej konferencji Jan A.P. Kaczmarek, mówiąc, że „trzy agencje ratingowe mogą zniszczyć państwo”, a na linii gigantyczne firmy – twórcy potrzebna jest fundamentalna przyzwoitość”. Zdobywca Oscara zauważył również, że „obracając dziełem twórców [korporacje] nie dzielą się pieniędzmi, które twórcom się należą, bo to oni, twórcy, dają wkład w to czym oni obracają”. W podobnym tonie w Krynicy-Zdroju wypowiedziała się piosenkarka i reżyserka Maria Sadowska. — Kultura nie jest start-upem. Tożsamość narodową tworzą w większości ludzie mniej znani. Na czele ci widoczni to celebryci, ale to jeden procent twórców. Dzisiaj większość środowisk twórczych głoduje, oni żyją w skrajnej biedzie. Muzycy w małych miastach, twórcy tworzący tożsamość narodową poprzez mrówczą pracę, i oni ścierają się z opinią, że skoro robią to, co lubią, to dlaczego trzeba im za to płacić. Taka jest świadomość, ale są też smutne fakty. Aby dostać 1 dolara potrzeba 25 tysięcy odtworzeń na You Tube, z tego twórca i wykonawca dostanie…9 groszy. Pod warunkiem, że oglądający nie zamkną okienka z reklamą. Wejście muzyki do środowiska cyfrowego, do sieci zubożyło muzyków. Przez wadliwe uregulowania Polska traci 2 miliardy złotych. Przez to tracą również twórcy – mówiła w pełnym emocji wystąpieniu artystka.

Jej zdanie poparł Marek Kościkiewicz, lider i założyciel zespołu De Mono. – Gdy upadnie kultura, upadnie państwo. Odwlekanie tego w czasie sprawia, że wielu twórców nie dożyje otrzymania zapłaty za swoją pracę – powiedział Kościkiewicz. Pytanie, czy głos artystów jest wystarczająco słyszalny również w Europarlamencie i wśród polskich polityków? „Niech nasi politycy staną na wysokości zadania i staną w obronie kultury, naszej tożsamości, dziedzictwa” – podsumował na łamach „Jazz Gazety” Iwicki.

Link do pełnej treści artykułu: http://jazzgazeta.blox.pl/2018/09/Tworcy-walcza-o-swoje.html?fbclid=IwAR1zj2-kv6hLnI-zbDnr9O29Fyb063j5ykfGGaZlwJLKe_ltuAuMQ52B5VQhttps://www.facebook.com/PiotrekIwicki/posts/731949773810873