Czy to możliwe, że z sieci znikną ulubione memy, a popularne serwisy internetowe wykasują miliony piosenek i filmów? Jeśli faktycznie przeczyta się to, co głosi nowa unijna dyrektywa o prawie autorskim, nikt wątpliwości mieć nie będzie. Internet nie zmieni swojego oblicza. Ci, którzy do tej pory pławili się w zyskach, zrobią wszystko, aby odwrócić kota ogonem

Czy nowa dyrektywa unijna, zmierzająca do regulacji i uporządkowania przestrzegania praw autorskich w Europie, może przyczynić się do „cenzury memów”? Nic bardziej mylnego. – Mimo kilku kontrowersyjnych zapisów, nowa dyrektywa UE nie zmieni nic w zakresie wykorzystywania cudzego utworu np. na zasadach prawa cytatu, na potrzeby parodii, pastiszu czy użytku osobistego – przekonuje dziennikarz i prawnik Patryk Gorgol na łamach „Nowej Konfederacji”.

W tekście autor wyjaśnia, na czym polegają często występujące w tej kwestii nieporozumienia i mylenie rozporządzenia unijnego (np. RODO) z dyrektywą, o której mówimy w przypadku praw autorskich. – O ile rozporządzenie stosowane jest bezpośrednio w każdym państwie członkowskim i nie trzeba go implementować, o tyle dyrektywa wymaga odpowiedniego wdrożenia i pozostawia do decyzji państwa członkowskiego, jakimi środkami to uczyni. To państwo ma wybrać adekwatne środki do osiągnięcia celów, a sama dyrektywa ma z reguły ogólny charakter. W przypadku dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym należy zatem pamiętać, że Polska będzie sama w pewnym zakresie interpretowała tę dyrektywę i to od polskiego ustawodawcy zależeć będzie sposób działania tego mechanizmu – przekonuje Gorgol, zaznaczając, że z perspektywy użytkownika internetu ważne jest to, że sama dyrektywa nie ingeruje w zakres dozwolonego użytku. – Polskie prawo zezwala na wykorzystanie cudzego utworu np. na zasadach prawa cytatu, na potrzeby parodii, pastiszu lub karykatury czy w ramach własnego użytku osobistego. W tej kwestii nie będzie żadnych zmian. Zmiany dotyczyć mają obowiązków „dostawców usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników”, czyli np. mediów społecznościowych i portali udostępniających treści (m.in. Facebook czy YouTube), przypomina dziennikarz.

Nie jest zatem prawdą, jak często twierdzą przedstawiciele wielkich korporacji internetowych, że wdrożenie nowego prawa automatycznie przyczyni się do „cenzury internetu”, usuwania z mediów społecznościowych memów i ograniczenia „pluralizmu debaty publicznej”.

„Nowa Konfederacja” zwraca również uwagę, że kontrowersyjne zapisy dyrektywy są na bieżąco dostosowywane do sugestii obu stron sporu, a Unia „doprecyzowała część postanowień, zarówno dotyczących art. 11 (skrócenie okresu obowiązywania prawa pokrewnego, określenie, jakich części tekstu można używać bezpłatnie), jak i art. 13 (m.in. usunięcie automatycznego filtrowania, zwiększenie nacisku na reakcję na naruszenie, ogólne wskazanie przesłanek zwalniających serwisy z odpowiedzialności za naruszenie praw autorskich, uwzględnienie sytuacji mikro i małych przedsiębiorców przy nakładaniu obowiązków)”.

W swoim artykule dziennikarz przekonuje, że „potencjalne wzmocnienie wydawców prasy nie spowoduje powstania – z punktu widzenia użytkownika Internetu – ‚podatku od linku’ rozumianego jako opłaty od zalinkowania do opublikowanego w Internecie tekstu”. Użytkownicy nie mają się zatem czego obawiać, ponieważ celem nowego prawa jest bardziej uczciwe potraktowanie m.in. pozycji „wydawców względem serwisów zbierających w internecie treść wydrukowaną na papierze”. Do tej pory „układ sił’ w tym zakresie był wyraźnie przechylony na korzyść tych drugich.

Link do pełnej treści artykułu: https://nowakonfederacja.pl/sciganie-za-memy-raczej-nam-nie-grozi/